Zamarł. Z przerażenia stanął w miejscu. Rozejrzał się. Cisza. Jakby nic się nie stało. Przeszedł kilka metrów i skręcił w pierwszą alejkę, która się nadarzyła. Dobrze trafił. Dwóch i jedna. Bezbronna. Odsuńcie się od niej - zawołał pewnym siebie głosem. W środku cały drżał. Uczestnicy kłótni jakby nakręceni w jednym momencie spojrzeli na niego. Bezbronna zamarła. Przełknęła ślinę i czuła, że jej koniec jest bliski. Nie wpierdalaj się, bo skończysz tak, jak ona - krzyknął jeden. Tylko go tym rozjuszył. Cały strach jakby wyparował. Zrobił jeden krok, potem drugi. Szedł w ich stronę. Trzymaj ją - rozkazał jeden drugiemu. Bezbronna nawet nie kiwnęła palcem. Nie mogła się ruszyć. Nie tylko dlatego, że ją trzymał. Już czuła się martwa. Drugi szedł w jego stronę. Trzymał w dłoni broń. Szedł dalej. Schowaj tą zabawkę, bo zrobisz sobie krzywdę - rzucił mu sucho. Nie zareagował. Przeładował magazynek i wystrzelił w powietrze. Dzieliły ich mniej więcej dwa metry. Po chwili stali już twarzą w twarz. I co mi zrobisz? - zakpił jeden. Drugi z rozbawieniem przyglądał się wszystkiemu bezlitośnie zaciskając ręce na nadgarstkach Bezbronnej. Jak na zwykłego architekta był całkiem zwinny i sprytny. Wykorzystał chwile nieuwagi jednego i wyrwał wu z ręki broń i wycelował w niego. Co ci zrobię? Jak twój przyjaciel jej nie puści to rozpierdolę ci łeb. Słabi byli z nich porywacze. Jeden kiwnął do drugiego na co ten puścił Bezbronną i już po chwili zniknęli za rogiem alejki. Bezbronna stała nieruchomo. Z niedowierzaniem patrzyła na niego i zastanawiała się co teraz. W jej głowie panowała pustka. Wpatrywali się w siebie jak w obrazek. Żadne nie wiedziało jak się teraz zachować. Niecodziennie jest się świadkiem lub uczestnikiem napadu. Niepewnie podszedł do niej. Próbował okazać jej współczucie, ale nie potrafił. Nie potrafił okazywać uczuć. Nie mógł nawet wydusić z siebie słowa - niemiłosiernie zaschło mu w gardle. Odchrząknął i delikatnie ujął ją za nadgarstek. Pogładził ślad po brudnych łapskach drugiego. Bezbronna wycofała się. Może miałabyś ochotę coś zjeść? - niepewnie, ale ze szczerą chęcią zapytał. Prychnęła. Przed chwilą omal nie umarłam, a ty chcesz zabrać mnie na obiad? Delikatnie się uśmiechnął. Masz rację, okoliczności trochę słabe. Ale może dasz się zaprosić? Nie wiedziała co wypada jej zrobić - czy grzecznie podziękować za ratunek i zniknąć za rogiem czy skorzystać z propozycji. Nie zastanawiając się zbyt długo, zgodziła się.
Odsunął przed nią krzesło i jak najlżej przysunął po tym jak na nim usiadła skrupulatnie kontrolując siłę z jaką to robił, by choćby na milimetr nie zranić jej wątłe ciało. Jej budowa i bladość skóry wskazywała na dłuższe niedożywienie lub anemię. Nie był lekarzem, lecz śmiało mógł stwierdzić, że okazem zdrowia nie była. Nie zadawał jej zbyt wielu pytań. Tylko jedno. Jak masz na imię? Jej zamglone oczy zwróciły się ku jego twarzy i zdały się jakby dziwić. Też chciałabym wiedzieć - odpowiedziała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz